Jak żyje, jest kochany. Co zrobić, gdy padnie? Gdzie legalnie chować zwierzątka domowe?

W Skierniewicach nie ma cmentarza dla zwierząt. Gdy zdechną, właściciele kopią dół w parku lub na swojej działce. Co może zrobić ktoś, kto chciałby zwierzę pochować legalnie?

Trudno wyobrazić sobie, że po 15 latach wspólnego życia ktoś odda ukochanego kota czy psa do utylizacji
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Trudno wyobrazić sobie, że po 15 latach wspólnego życia ktoś odda ukochanego kota czy psa do utylizacji (© Sławomir Burzyński)

W Skierniewicach nie ma legalnego cmentarza dla zwierząt. Trzymane w blokach małe zwierzątka, jak chomiki czy morskie świnki, a także koty czy psy, po śmierci trafiają niekiedy do koszy na śmieci, ale częściej ich właściciele kopią dół w parku, na swojej działce lub w lesie.

Kto chciałby zwierzę pochować legalnie, ma problem. Mieszkaniec osiedla przy ul. Skłodowskiej opowiedział nam o swoich perypetiach.

- Samowolne grzebanie zwierząt na przykład w lesie jest karalne. Gdy zdechł mój pies, zadzwoniłem więc do weterynarza, ale ten stwierdził, że zajmuje się jedynie żywymi zwierzętami i podpowiedział, żeby dogadać się ze schroniskiem na Podleśnej. Pracownicy schroniska odesłali mnie do kierownika Zakładu Utrzymania Miasta. Ten oświadczył, że muszę rzecz rozwiązać we własnym zakresie, bo w jego gestii są jedynie zwierzaki padłe wskutek wypadków drogowych i podobnych zdarzeń - opowiada.

Trzeba więc sobie radzić. Najbliższy cmentarz dla zwierząt jest w Łodzi.
- Działamy od 15 lat - mówi Sylwia Jarmolińska, właścicielka cmentarza Cerber. - Pochówek kosztuje od 250 do 300 złotych i jest to opłata za dwa lata. Potem można ją przedłużyć, płacąc 40 złotych za każdy kolejny rok. Klientów ze Skierniewic nie mieliśmy, ale na przykład jest ich sporo z Piotrkowa.
Dodatkowe koszty to dowóz oraz ewentualny nagrobek. Jeśli ktoś chce zapłacić taniej, mimo droższego dowozu, może wybrać cmentarz Tęczowy Most, jaki od 2002 roku działa w Szymanowie pod Wrocławiem.
∨ Czytaj dalej

- Pochówek tradycyjny kosztuje od 50 złotych, mamy też możliwość kremacji - zachwala Tomasz Jagielski. Też nie przypomina sobie klientów ze Skierniewic.

W mieście za sprzątanie padłych, bezpańskich zwierząt odpowiada Zakład Utrzymania Miasta. ZUM zarządza również miejskim schroniskiem.
- Psy przywiezione z ulicy lub padłe w schronisku trzymamy w lodówce. Gdy zbierze się więcej, dzwonię i przyjeżdża firma utylizacyjna z Rawy Mazowieckiej. Szczegóły umowy znają w ratuszu - wyjaśnia Piotr Majka, kierownik w ZUM.

W urzędzie miasta dowiedzieliśmy się, że miesięczny ryczałt za odbiór padłych zwierząt wynosi 1.200 zł brutto. Rocznie wywożonych jest około 50 sztuk, czyli 4-5 w miesiącu. Jednak firma z Rawy jest tylko pośrednikiem.
- Wszystko przekazuję do zakładu utylizacyjnego, gdzie padlina jest palona. Płacę im 50 groszy za kilogram i gdyby ktoś chciał oddać zwierzę indywidualnie, oczywiście mogę je przyjąć, powiedzmy po 70 groszy za kilogram. Ze Skierniewic mam mało takich zgłoszeń, średnio 2-3 w miesiącu - mówi Mariola Boguszewska, właścicielka rakarskiej firmy usługowej z Rawy Mazowieckiej.

Jakoś trudno wyobrazić sobie, że po 15 latach wspólnego życia ktoś odda ukochanego kota czy psa do utylizacji. Nie zdecydował się na to również mieszkaniec osiedla przy ul. Skłodowskiej.
- Załatwiłem wszystko "we własnym zakresie". Szkoda jednak, że w mieście nie ma takiej instytucji jak cmentarz dla zwierząt - wzdycha już były właściciel psa.
Sławomir Burzyński Sławomir Burzyński
źródło: Naszemiasto.pl

Więcej na temat

Komentarze (0)

avatar
Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!

Wybierz kategorię