Wybierz region

Wybierz miasto

    "Trójki" w szkołach

    Autor: Michał Gebauer

    2006-11-25, Aktualizacja: 2006-11-25 02:06 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Poniedziałek, godzina 12. Jolanta Grala, dyrektor Gimnazjum nr 6 w Łodzi, dostaje wiadomość z kuratorium, że następnego dnia w szkole pojawi się kontrola.

    Poniedziałek, godzina 12. Jolanta Grala, dyrektor Gimnazjum nr 6 w Łodzi, dostaje wiadomość z kuratorium, że następnego dnia w szkole pojawi się kontrola. Z uczniami, nauczycielami i rodzicami rozmawiać będą wizytator i policjanci. O czym, z grubsza wiadomo - o bezpieczeństwie, a raczej o jego braku, czyli o przemocy w szkole.

    Powinien zjawić się także przedstawiciel samorządu, ale na razie łódzki magistrat nie oddelegował nikogo do tzw. trójek", zapowiedzianych przez premiera Kaczyńskiego.

    Na przygotowanie się do inspekcji nie było czasu, bo do wieczora szefowa gimnazjum była na szkoleniu w Łagiewnikach. Nie udało się nawet zaplanować spotkania z rodzicami, które miało być najważniejszą częścią kontroli. - W ciągu 24 godzin nie sposób wezwać rodziców na spotkanie. W dodatku przed południem - tłumaczy pani dyrektor.

    Kontrola wykazała, że w szkole dzieje się dobrze. I trudno spodziewać się, aby następne tego rodzaju kontrole dotarły do sedna problemów, nękających uczniów i nauczycieli polskich szkół.

    Dzień z życia inspektorów
    Kontrola zaczyna się rano. Przewodniczący "trójce" wizytator z kuratorium wchodzi do szkoły w towarzystwie mundurowego. W gabinecie dyrektora czekają już ciasto i pachnąca kawa.

    Po wymianie uprzejmości zaczyna się przegląd korytarzy, szatni, sal gimnastycznych, pracowni komputerowych i bibliotek. Kontrolerzy sprawdzają, czy w każdym kącie stoi gaśnica i czy wyjścia ewakuacyjne są dobrze oznakowane. Z wyjątkową uwagą przyglądają się planom dyżurów nauczycielskich podczas przerw.

    - Stwierdziliśmy, że newralgicznym momentem dnia są pierwsze minuty po dzwonku na lekcje. Nauczyciele opuszczają wtedy korytarze i wchodzą do pokoju po dzienniki i klucze. Nim wrócą do pracowni, opiekę nad uczniami muszą przejąć pracownicy obsługi - zauważa wnikliwie Cezariusz Mostowski, wizytator i przewodniczący jednej z krążących po mieście "trójek".

    Po obejrzeniu budynku rozpoczyna się z reguły przeglądanie programów profilaktycznych, realizowanych przez szkoły. Gdy inspektorzy zaspokoją swoją ciekawość dotyczącą teoretycznych metod zapobiegania agresji, przechodzą do sprawdzania praktyki. Mają temu służyć spotkania z dziećmi.

    W Gimnazjum nr 6 wyznaczono do rozmowy wszystkich uczniów, którzy w dziennikach lekcyjnych mają numer 9. Na spotkanie przyszli także przedstawiciele samorządu uczniowskiego. Trudno uwierzyć, że podczas spotkania w kilkunastoosobowej grupie uczniowie mogli swobodnie rozmawiać o swoich problemach. Wizytatorzy przekonywali jednak, że tak było. - Dzieci potrafiły się przed nami otworzyć. To była szczera rozmowa - twierdzili.

    Szczere rozmowy w grupie kilkunastu osób prowadzą też wizytatorzy sprawdzający bezpieczeństwo w szkołach powiatu zgierskiego.

    - Jeśli dzieci mówią, że czują się bezpiecznie, to pytamy, dlaczego - tłumaczy aspirant sztabowy Magdalena Złotnicka z Komendy Powiatowej Policji w Zgierzu. - Gdy nie umieją uzasadnić wypowiedzi, wiemy, że coś jest nie tak. To taka socjotechnika...

    Później, jeśli to możliwe, odbywają się spotkania z rodzicami. Dość trudno je zorganizować, bo po gimnazjalistów nikt raczej nie przychodzi do szkoły, a mało kto może zwolnić się z pracy w środku dnia, aby przyjść na spotkanie z inspektorami. Udało się to m.in. w gimnazjum w Grotnikach...

    - Podczas spotkań z uczniami i rodzicami staramy się mówić o wszystkim, nawet o pracy nauczycieli. To bardzo cenne źródło informacji o tym, co dzieje się w szkole - zapewnia Anita Zaorska-Sikora, wizytator i przewodnicząca "trójki".

    Dzień pracy kończy spotkanie z radą pedagogiczną i przekazanie wniosków z kontroli dyrektorowi szkoły. Kontrolerzy zobowiązują go, aby wypełnił przedstawione zalecenia.

    W szkołach wszystko gra?
    Wyniki dotychczasowych kontroli, o które pytaliśmy w szkołach, mogłyby świadczyć, że problemów nie ma albo są niewielkie. Chyba to już wystarczy, aby zadać sobie pytanie o skuteczność wprowadzonych przez rząd patroli.

    Pierwszego dnia akcji "trójki" odwiedziły m.in. Gimnazjum nr 25 w Łodzi. - Kontrolerzy nie mieli zastrzeżeń. Przyznali, że wszystko jest w porządku - przekonuje Iwona Kramarz, dyrektor szkoły. - Nie chcę jednak mówić o szczegółach i o rozmowach, jakie przeprowadzili z naszymi dziećmi.

    Niedawno zapytaliśmy dzieci z tej szkoły, kiedy ostatnio spotkały się z przemocą. - Na ostatniej lekcji... - bez namysłu odpowiedziała nam drugoklasistka. - Jeden chłopak z naszej klasy rozbił surowe jajko na głowie innego. Takie rzeczy zdarzają się prawie codziennie. Jest taka czwórka, która prześladuje dwie dziewczyny i jednego chłopaka z naszej klasy. Oni nie mówią o tym nauczycielom, bo boją się, że będą ich wyzywać od "kabli" - usłyszeliśmy.

    Jak to możliwe, że inspektorów nie zaniepokoiły takie opowieści? A może po prostu ich nie usłyszeli...

    Raport sporządzony po kontroli w łódzkim Gimnazjum nr 6 wskazał na kilka uchybień. Na przykład: zbyt małe szatnie. Doceniono natomiast takie działania, jak założenie monitoringu, wprowadzenie identyfikatorów dla uczniów, kontrolę przy drzwiach, wyeliminowanie problemu dzwoniących na lekcjach komórek.

    Ta szkoła ma jednak inne problemy, o których trzeba rozmawiać.

    Kilkanaście dni temu policjanci zatrzymali pięciu jej uczniów, którzy zamiast na lekcje trafili na plac zabaw, gdzie pili piwo, nalewki i wódkę. Na szczęście zatrzymali ich funkcjonariusze z sekcji samochodowej, którzy patrolowali okolicę. Dwaj chłopcy upojeni alkoholem spali na trawniku, a pozostała trójka ledwie trzymała się na nogach. Po badaniach okazało się, że dzieci miały od 0,36 do 1,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

    - Jako przedstawiciel policji jestem tu właśnie po to, aby przeciwdziałać takim sytuacjom. Na co dzień współpracujemy z panią dyrektor, ale mam nadzieję, że efekty tej współpracy będą coraz bardziej widoczne - mówi sierżant sztabowy Piotr Szpakowski z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi.

    Dzieci z kontrolowanej szkoły powiedziały inspektorom, że czują się bezpiecznie. Po spotkaniu przyznały jednak, że kilkadziesiąt metrów od gimnazjum dochodzi do bójek.

    - Można też zarobić za kibicowanie Widzewowi, ale to się zdarza rzadko - powiedział nam Marcin, który brał wcześniej udział w spotkaniu.

    Pomysł godny ministra...
    Patrole "trójek" to efekt namysłu Ministerstwa Edukacji Narodowej i projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty, przyjętego w listopadzie przez Radę Ministrów. Jest to jeden z elementów wprowadzanego w życie programu "Zero tolerancji dla przemocy w szkole".

    W województwie łódzkim 42 zespoły mają skontrolować ponad 1900 szkół.

    - Zaczynamy od gimnazjów w największych miastach. Później przyjdzie kolej na szkoły podstawowe i ponadgimnazjalne. Nie potrafię jednak powiedzieć, czy starczy czasu na skontrolowanie wszystkich placówek - mówi Bogdan Wojakowski z łódzkiego kuratorium.

    Według ministra edukacji Romana Giertycha, akcja jest konieczna, ponieważ rośnie liczba napływających na policję doniesień o naruszaniu prawa w szkołach i wśród uczniów.

    Nauczyciele niechętnie wypowiadają się na temat efektów, których spodziewają się po akcji. Ci, którzy się na to godzą, starają się znaleźć pozytywne elementy narzuconych przez rząd działań.

    - Jestem przeciwna akcyjności, bo potrzeba nam systematycznej pracy, a nie jednodniowych wizyt - mówi Teresa Socalska, dyrektor Gimnazjum w Grotnikach. - Z drugiej strony ktoś z zewnątrz może zwrócić uwagę na problem, którego nauczyciele, na co dzień pracujący w szkole, nie widzą. Każda próba przeciwdziałania patologiom jest godna poparcia.

    Jolanta Grala także sceptycznie podchodzi do realizacji zaleceń przedstawianych przez inspektorów. - Problemem jest mała szatnia, ale dużą zamknął sanepid, bo była zagrzybiona. Od czterech lat nie mogę dostać pieniędzy, żeby ją wyremontować. To samo dotyczy toalet. Drzwi, przez które można zajrzeć do kabin, prowokują do głupich dowcipów - tłumaczy pani dyrektor. - Bez załatwienia tak prozaicznych spraw trudno mówić o poprawie bezpieczeństwa.

    Według założeń ministerstwa, kontrola w szkołach ma potrwać do końca sierpnia przyszłego roku. Pierwsze wnioski na temat bezpieczeństwa mają jednak być znane już za kilka tygodni. Czy pomogą w walce ze szkolną przemocą? Trudno w to uwierzyć...

    Sonda

    Czy uczniom należy zabronić korzystania z telefonów komórkowych w szkole?

    • tak (64%)
    • nie (36%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.