Wybierz region

Wybierz miasto

    Nie ma kto leczyć koni, lepiej zarabia się na psach i kotach

    Autor: (cha)

    2006-12-19, Aktualizacja: 2006-12-19 02:25 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Mieszkanka Nowego Józefowa Barbara Kalecka hoduje konia rasy konik polski. Ostatnio zwierzę poważnie zachorowało. Właścicielka podejrzewała skręt jelit. - Obdzwoniłam wszystkie możliwe lecznice.

    Mieszkanka Nowego Józefowa Barbara Kalecka hoduje konia rasy konik polski. Ostatnio zwierzę poważnie zachorowało. Właścicielka podejrzewała skręt jelit.

    - Obdzwoniłam wszystkie możliwe lecznice. W Łodzi, w Pabianicach, w Konstantynowie. Wszędzie dowiadywałam się, że nie jeżdżą do dużych zwierząt - wspomina kobieta. - Fakt, że przynajmniej w każdej lecznicy podawali telefony do innych lekarzy, którzy mogliby mi pomóc. Ale ci również mówili, że to nie ich specjalizacja. Jeden lekarz kazał mi czekać do rana. Jeśli wszyscy weterynarze będą specjalizować się tylko w małych zwierzętach, to kto pomoże właścicielom koni czy krów?

    Konika uratował w końcu Józef Raczkowski, weterynarz i hodowca koni z miejscowości Zadzim (pow. poddębicki) oddalonej od Łodzi o prawie 50 kilometrów! - Jestem mu bardzo wdzięczna - mówi nasza Czytelniczka. - Co więcej, na drugi dzień, żona tego pana, która również jest weterynarzem, zadzwoniła do mnie, pytając o zdrowie konika i informując, jak go dalej leczyć.

    Ta sytuacja jednocześnie dziwi i nie dziwi Marka Adamczyka, łódzkiego wojewódzkiego lekarza weterynarii: - Nie dziwi, bo już jakiś czas temu przewidywałem, że będzie brakowało specjalistów od dużych zwierząt. Po prostu leczenie psów i kotów jest bardziej intratne i od lat lekarze wybierają takie specjalizacje.

    Sonda

    Czy uczniom należy zabronić korzystania z telefonów komórkowych w szkole?

    • tak (64%)
    • nie (36%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.