Wybierz region

Wybierz miasto

    Lekarze żądają nowych podwyżek

    Autor: (luk)

    2007-01-03, Aktualizacja: 2007-01-03 07:31 źródło: Polska Dziennik Łódzki

    Lekarze, którzy wywalczyli w ubiegłym roku 30-procentowe podwyżki, mają gwarancję, że będą wypłacane również w tym roku - Narodowy Fundusz Zdrowia podpisał ze szpitalami kontrakty, podwyższone o kwoty przeznaczone na ...

    Lekarze, którzy wywalczyli w ubiegłym roku 30-procentowe podwyżki, mają gwarancję, że będą wypłacane również w tym roku - Narodowy Fundusz Zdrowia podpisał ze szpitalami kontrakty, podwyższone o kwoty przeznaczone na wyższe wynagrodzenia. Medykom to jednak nie wystarcza: 15 stycznia przedstawią dyrektorom nowe żądania. Jeśli zostaną odrzucone, lekarze grożą wejściem w spór zbiorowy i strajkiem.

    Lekarze domagają się dla specjalistów pensji w wysokości trzykrotnej średniej płacy w kraju (blisko 7,5 tys. złotych brutto), a dla lekarza bez specjalizacji - 1,75 średniej krajowej.

    - W naszym szpitalu lekarz z drugim stopniem specjalizacji po październikowej podwyżce zarabia 1900 zł brutto - mówi Iwona Jaworska, pediatra z Łęczycy. - To stawia nas w jednym szeregu z robotnikami drogowymi w pomarańczowych kamizelkach.

    Lekarze wiedzą, że dyrektorzy szpitali nie odpowiedzą "tak" na ich żądania, bo żadna placówka nie ma pieniędzy, aby dać pracownikom nowe podwyżki. Na te wywalczone w ubiegłorocznych strajkach pieniądze są zagwarantowane w tegorocznych kontraktach.

    - To nie jest uderzenie w dyrektorów szpitali. Chodzi nam o to, aby rząd zaczął wreszcie realizować reformę systemu lecznictwa - zastrzega Mieczysław Miodek, lekarz ze szpitala im. Konopnickiej w Łodzi.

    - Chodzi o zniesienie niewolnictwa, w jakim tkwimy, dyżurując po osiem razy w miesiącu - dodaje dr Piotr Korżyk, chirurg ze szpitala im. Pirogowa w Łodzi.

    Z nowymi żądaniami płacowymi 15 stycznia nie wystąpią łódzkie szpitale im. WAM, Rydygiera, Sonnenberga, Radlińskiego i Jordana. Decyzje w tej sprawie nie zapadły też jeszcze w szpitalu powiatowym w Kutnie.

    - To oczywiste, że spór zbiorowy w prostej drodze prowadzi do strajku, a to ostateczne rozwiązanie, które osłabia kondycję szpitala i uderza w pacjentów - mówi dr Paweł Szwankowski, specjalista chorób wewnętrznych w kutnowskim szpitalu. - O tym, co zrobimy, musi zdecydować większość lekarzy.

    Wielu wolałoby walczyć o podwyżki poprzez jednoczesne wypowiedzenie pracodawcom warunków w całym kraju. Wówczas w obliczu braku kadry rząd musiałby się ugiąć i podwyższyć płace.

    - Decyzje muszą zapaść demokratycznie, chociaż już wiadomo, że większość będzie za strajkiem. Skoro lekarz za 16 godzin dyżuru dostaje 200 złotych brutto, to nie może być zadowolony - dodaje Wojciech Piesiewicz, lekarz z drugim stopniem specjalizacji, zastępca ordynatora w szpitalu im. Madurowicza w Łodzi.

    Dyrektorzy szpitali z niepokojem przyglądają się działaniom lekarzy.

    - Nic nie będę mógł zrobić - twierdzi Dariusz Kałdoński, dyrektor szpitala wojewódzkiego w Sieradzu. - Mogę tylko czekać na rozwój wypadków.

    - Wywiązałem się w stu procentach z umowy ze strajkującymi w ubiegłym roku i dałem maksymalnie 40 procent podwyżki, a więc tyle, na ile zezwalała ustawa - zastrzega Włodzimierz Stelmach, dyrektor szpitala im. Kopernika w Łodzi. - Nic ponadto nie mogę obiecać ani dać.

    - Żądania lekarzy są absurdalne i myślę, że tym razem pacjenci to właściwie ocenią - mówi nam Paweł Trzciński, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

    - Wiemy, czego chcemy, a nasze działania są skoordynowane i tym razem będziemy walczyć do końca - zapowiada Sławomir Zimny, szef Związku Zawodowego Lekarzy w regionie łódzkim.

    Do żądań szpitali przyłączą się lekarze z łódzkich poradni ZOZ Bałuty, "Leczniczej" i "Chojny" przy ul. Rzgowskiej.

    Sonda

    Czy uczniom należy zabronić korzystania z telefonów komórkowych w szkole?

    • tak (64%)
    • nie (36%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.